Co ma wspólnego „Niebieski wieloryb” z „Cierpieniami młodego Wertera”, czyli dlaczego profesjonaliści powinni pomyśleć dwa razy zanim cokolwiek udostępnią w sieci…

„Niebieski wieloryb dotarł do Polski…”, „Prokuratura zwróciła się do MEN ws. niebezpiecznej „gry” internetowej” itd. itd… Kolejne gazety i portale internetowe prześcigają się wręcz w publikowaniu informacji na temat pewnej, potencjalnie niebezpiecznej „gry”… Miałam nadzieję, że pedagodzy, psycholodzy, terapeuci, nauczyciele i opiekunowie dzieci i młodzieży nie dadzą się „wkręcić” w upublicznianie tej informacji. Miałam nadzieję, że lektura „Cierpień młodego Wertera”, albo chociaż socjologicznych badań, dzięki którym David Phillips udowodnił, że istnieje związek pomiędzy nagłośnieniem w mediach faktu popełnienia samobójstwa, a wzrostem liczby popełnionych samobójstw po upublicznieniu takiej informacji, skutecznie powstrzyma profesjonalistów przed pochopnymi decyzjami. Niestety - nic z tego! Internet aż kipi. „Niebieski wieloryb” jest wszędzie… Nawet jeśli do niedawna był tylko wytworem czyjejś chorej wyobraźni, nawet jeśli jego występowanie (tak na marginesie - poddawane w wątpliwość przez specjalistów badających zagadnienia związane z cyberprzemocą, min. prof Jacka Pyżalskiego - posłuchaj wywiadu) ograniczało się tylko do zasobów rosyjskiego internetu i tamtejszego portalu będącego odpowiednikiem facebooka, to dziś już pewne jest, że my dorośli, odpowiedzialni ludzie, terapeuci, specjaliści chcący chronić dzieci i młodzież przed cyber-zagrożeniami sami ściągnęliśmy na naszych podopiecznych realne zagrożenie, z którym za moment przyjdzie nam się zmierzyć...

Zagrożenie jest całkiem realne, bo nauka podpowiada, że falę samobójstw mogą wyzwolić doniesienia medialne zawierające duży ładunek emocjonalny i nadmierną liczbę szczegółów... I to właśnie z tego powodu od 1999 roku Światowa Organizacja Zdrowia, mając na uwadze właśnie wpływ „Efektu Wertera” na ludzi wydaje kolejne aktualizacje poradnika dla mediów dotyczącego kwestii rozpowszechnia informacji na temat samobójstw (WHO, 2008). Poradnik otwiera lista podstawowych zaleceń, w którym WHO ostrzega dziennikarzy przed możliwymi skutkami informowania o samobójstwach. W dużym skrócie - robienie sensacji ze śmierci tych dzieciaków jest nieetyczne, a udostępnianie i powielanie informacji na ten temat może przynieść więcej szkody, niż pożytku!

Podobnie jak „więcej szkody niż pożytku” może przynieść wprowadzenie do szkół źle poprowadzonych działań profilaktycznych. Myślę, że w tym miejscu dobrze jest przypomnieć jedną z tragiczniejszych porażek profilaktyki samobójstw, kiedy to w latach 80 w trzech stanach USA w ramach zajęć profilaktycznych wyświetlono młodzieży film o pewnym młodym samobójcy. Film w założeniach miał skłonić młodych ludzi do refleksji i konstruktywnych przemyśleń, tymczasem efektem tych zajęć była decyzja o targnięciu się na swoje życie podjęta przez aż 43 nastolatków! Aby zniwelować destrukcyjne skutki tej „profilaktyki” powołano specjalny sztab kryzysowy złożony ze specjalistów, który starał się uporać z zaistniałym problemem.

Zanim jednak wpadniecie w panikę i zabronicie dzieciom w ogóle korzystać z internetu, zanim wprowadzicie do swoich placówek edukacyjnych jakąś dziwną profilaktykę samobójstw, albo ulegniecie presji otoczenia i dacie sobie wmówić, że internet to samo zło... pamiętajcie, że podopieczni, którzy będą mieli z Wami dobre relacje, którzy będą darzyli Was szacunkiem i zaufaniem sami poproszą Was o pomoc, sami zapytają o komentarz, poproszą o wsparcie w razie jakichkolwiek problemów i żadne zajęcia profilaktyczne, żadne nakazy i zakazy nie zastąpią Waszych dobrych relacji z dzieckiem! A po drugie: w tym wypadku źle poprowadzone zajęcia profilaktyczne mogą być gorsze niż ich brak!

Edyta Sabicka